Czerwone curry po tajsku z krewetkami i dynią

29 listopada 2015



Tak. To jest ten moment, kiedy mogę powiedzieć: "uff..." Odkopałam się z większości kartek i trochę nadgoniłam zaległości. Przygotowałam większość rzeczy do projektów, nad którymi ostatnio pracuję. W takiej chwili zamarzył mi się pyszny posiłek, rozgrzewający, pikantny... No i jednak szybki, bo większość, to jeszcze nie wszystko, a terminy gonią i na horyzoncie zarysowują się już nowe plany. Jednak wróćmy do dania. Miało być pysznie i rozgrzewająco. Najlepiej jeszcze kolorowo, bo listopad taki szary. W listopadzie najbardziej kojące dla mnie dania, to takie z nutką egzotyki. Idealnie sprawdza się wtedy kuchnia tajska z boskim połączeniem chili i mleka kokosowego. Do mleka kokosowego doskonale pasują też krewetki i dynia. Przy tej egzotyce paradoksalnie właśnie z dynią miałam największy problem. Nie było jej w pobliskich warzywniakach. Trochę mnie to zdziwiło, bo przecież sezon jeszcze trwa. A może się mylę? Pierwszy raz w życiu kupiłam więc dynię mrożoną. Zaskoczyło mnie, jak się okazało, że jest pokrojona na takie mini kosteczki. Zastanawiałam się, dlaczego moje kostki zawsze są takie duże i doszłam do wniosku, że to po prostu lenistwo. Ostatecznie okazało się, że użycie mrożonej dyni, znacznie przyspiesza przygotowanie i aromatyczne curry jest gotowe w 25 minut. Skusicie się?





Czerwone curry po tajsku z krewetkami i dynią



Jeszcze tylko kilka uwag:
1. Ja użyłam mrożonych liści limonki, ale mogą też być suszone. Dajcie wtedy 1-2 więcej i pamiętajcie, żeby je wyłowić przed podaniem. Opcjonalnie zamiast listków można dodać skórkę otartą z limonki.

2. Ilość pasty curry zależy od jej rodzaju i waszych upodobań. Danie ma być pikantne, ale przyjemne do jedzenia. U mnie pasty curry były 3 łyżki (1 szaszetka 50g) i danie było jak dla mnie akurat, ale ja bardzo lubię pikantne smaki.


Składniki dla 3-4 osób:

250 ml bulionu (warzywnego lub drobiowego)
½ łyżeczki świeżo startego imbiru
5 cm kawałek trawy cytrynowej (biała część, rozgnieciona) lub ½ łyżeczki suszonej
2 łyżki oleju
1 szalotka lub mała cebula, posiekana
2 ząbki czosnku, posiekane
1 łyżeczka mielonej słodkiej papryki
2-3 łyżki czerwonej pasty curry
1 puszka mleka kokosowego (400 ml)
250 g dyni (użyłam mrożonej Hortex)
200 g mrożonej mieszanki azjatyckiej z grzybkami mun (użyłam Warzywa na patelnię z przyprawą orientalną Hortex)
2-3 listki limonki kafirskiej (użyłam mrożonych)
250 g oczyszczonych krewetek (świeżych lub rozmrożonych)
1 łyżeczka brązowego cukru
2 łyżeczki sosu rybnego, lub więcej do smaku
1 papryczka chili pokrojona w krążki
garść listków bazylii tajskiej


Bulion zagotować z imbirem i trawą cytrynową. Gotować ok. 10 minut.

Na patelni rozgrzać olej, dodać szalotkę. Podsmażyć na średnim ogniu przez ok. 3 minuty. Dodać czosnek, słodką paprykę. Podsmażyć przez minutę. Dołożyć pastę curry, podsmażać ok. 30 sekund, aż zacznie mocno pachnieć.

Połowę mleka kokosowego dodać na patelnię, dobrze wymieszać. Dodać bulion, pozostałe mleko kokosowe, zamieszać. Dołożyć dynię i listki limonki, mieszankę warzywną. Dodać 1-2 łyżeczki sosu rybnego. Gotować ok. 10 minut. Gdy dynia będzie już prawie miękka, dodać łyżeczkę cukru i ewentualnie doprawić sosem rybnym.

Dodać krewetki, gotować jeszcze 2-3 minuty, aż będą różowe (lub tylko do podgrzania, jeżeli używamy krewetek gotowanych).

Zdjąć z płyty, wymieszać z bazylią. Posypać krążkami chili. Podawać z ryżem i cząstkami limonki.


Smacznego!







Chleb zmarłych (Pan de Muerto)

04 listopada 2015



Nagietki, świece, jedzenie, mariachis, taniec, radość i tequila - tak świętuje się Dzień Zmarłych w Meksyku. W Polsce popadamy w zadumę wspominając bliskich, których już przy nas nie ma. Sam temat śmierci często budzi lęk i smutek. Zupełnie inaczej wygląda to w Meksyku. Tam śmierć została zaakceptowana jako nieodłączny element życia. Ludzie nie boją się śmierci, ale próbują ją oswoić w życiu codziennym. Żałoba i radość, tragedia i zabawa w Dniu Zmarłych (czyli Día de los Muertos) nie wykluczają się, ale są ze sobą mocno połączone.

W meksykańskiej tradycji przyjmuje się, że podczas Zaduszek dusze zmarłych wracają do grobów. W nocy z 31 października na 1 listopada na ziemię przychodzą dusze zmarłych dzieci. Odchodzą około południa ustępując miejsce dorosłym zmarłym. Ci natomiast na ziemi pozostaną do 2 listopada.
Każdy grób w tym czasie powinien być umyty, udekorowany w kwiaty i świece. To akurat też znamy. Jednak w meksykańskich Zaduszkach jest jeszcze kilka ciekawostek.
W czasie gdy zmarli przebywają na ziemi trzeba z nimi ucztować. Dlatego Meksykanie przynoszą na cmentarz jedzenie, napoje (najlepiej tequilę), czasem nawet ulubione przedmioty zmarłych. Na cmentarzu pojawiają się także mariachis, których zadaniem jest granie ulubionych piosenek zmarłego. Wszystko to ma wywołać miłe wspomnienia z życia tych, których już nie ma. Właściwie uczczeni umarli odnajdą spokój i powrócą na ziemię za rok.




Jedną z wielu tradycji Zaduszek są liczne stragany ustawione dookoła cmentarza, gdzie można kupić np. las calaveritas de dulce, czyli małe trupie czaszki z cukru i czekolady. Czasem na czole calaveritas wypisane są imiona. Mogą być one ozdobą lub po prostu do zjedzenia. Innym tradycyjnym daniem podawanym podczas Zaduszek w Meksyku są smażone koniki polne. Po zakończonym święcie mają one odwieźć dusze zmarłych do nieba. Jednak ja mam dla Was jeszcze inny, choć również tradycyjny przepis na chleb zmarłych, czyli pan de muerto.


Chleb zmarłych (Pan de muerto)
Pan de muerto, to prosty wypiek udekorowany kawałkami tego samego ciasta, z którego był przygotowany, uformowanymi na kształt kości. Jego wadą jest to, że ciasto drożdżowe musi kilkakrotnie rosnąć, co wymaga czasu. Warto jednak chociaż raz spróbować. Chlebki są dość puszyste, delikatnie słodkie. Moje akurat pachną cynamonem.
W oryginalnym przepisie z tej ilości ciasta przygotowuje się 2 chleby. Dla mnie takie były zbyt duże, więc podzieliłam ciasto na 4 części.


Składniki:

2¼ łyżeczki suszonych drożdży
2/3 szklanki letniegomleka plus 2 łyżki
4 szklanki mąki pszennej chlebowej(typ 750, ale 650 też może być)
1/2 szklanki cukru
1 łyżeczka soli (dałam niepełną)
1 łyżeczka cynamonu
4 jajka, lekko ubite
1 szklanka masła w temperaturze pokojowej (ok. 110g) pokrojonego w niewielkie kostki
Jeśli myślisz, że dam się lubić, zapraszam ;)